niedziela, 11 czerwca 2017

*1*



Co robi dziecko na skraju roku akademickiego, który zmieścił chyba ze dwa lata, układając niekończący się słownik (long story), od czego boli je nie tylko tyłek (a i ten bardzo!) ale i wszystkie fałdy i szufladki?? Otóż jara się Jogasutrami, które zmuszone było nie tylko czytać w sensie „wodzić po nich wzrokiem”, ale i jakoś, upchnąwszy, trawić! Jak głupia. Kto by pomyślał..?



Dodatkowo, w tym natłoku wszystkiego, w którym raz po raz wyskakują mi różni riszi i boginie, nadziałam się wielokrotnie na boginię Kubdźikę. To nic nowego, ale tym razem wyszło, iż jest damą garbatą (nie, żebym się jakoś solidaryzowała, choć chyba już bym mogła), co skojarzyło mi się z Kubdźą, tą od Kryszny. No i tak sobie myślę, czy to może być? Przypadek, zwykłe nominalne podobieństwo czy też została dziewczyna pierwowzorem jednej z postaci Śakti.. W sumie nie byłoby to ani nic nowego, ani specjalnie dziwnego w Indiach, w których liczą się imiona, nie pesel, i każdy może zostać mitycznym mędrcem jeśli się tak samo nazywa.. Jeden Patańdźali, jeden Bhartrihari, jeden Wjasa, o Atrich, Kapilach, Dattatrejach, Ćarakach i Suśrutach nie wspominając.

Eee, przecież kubja to "garbaty". Czar prysł, a już miałam taką fajną teorię spiskową..
 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz